ubrania o militarnym rodowodzie

Z armii do cywila

Męska moda czerpie z wojskowych tradycji całymi garściami. W zasadzie większość elementów naszego codziennego bądź formalnego ubioru to rzeczy o militarnym rodowodzie. Bosmanki, parki, prochowce, bomber-jackety, ramoneski, garnitury, chinosy, bojówki czy krawaty to jedynie wycinek z naszej garderoby zapożyczony z wojska. Tym razem jednak nie będę pisać o rodowodach poszczególnych części garderoby, ale o tym skąd taka popularność ubrań wywodzących się z wojska. Myślę, że są ku temu przynajmniej cztery powody.

Po pierwsze

Mundur, od czasu kiedy społeczeństwa wykształciły jakiś odmienny ubiór na okoliczność toczenia sporów z sąsiadami, a inny na codzienny użytek miał wywierać wrażenie na przeciwniku. Mieliśmy wyglądać na silniejszych, większych i groźniejszych. Najlepiej, aby zdominować oponenta już samym swoim wyglądem. Nie przychodzi mi do głowy żadna armia, która miałaby na przykład mundury optycznie zwężające barki – wręcz przeciwnie. Czasami nawet antyczne zbroje najbogatszych wojowników miały ornamentację wyobrażającą wyidealizowaną muskulaturę, godną championów mistrzostw kulturystyki. Tu oczywiście zaznaczały się też różnice kulturowe, ale idea zawsze przyświecała taka sama. W związku z tym ubrania wywodzące się z wojskowych uniformów podkreślały nasze męskie sylwetki i tuszowały ich niedostatki.

Po drugie

Większość facetów jakich znam ceni sobie funkcjonalność. To drugi powód naszego przywiązania do ubrań o takim rodowodzie. W przypadku stricte wojskowych ubrań nie ma miejsca na niepotrzebne ozdobniki. Każdy detal pełni jakąś funkcję i jest umieszczony z dużym rozmysłem. Kieszenie mają być łatwo dostępne, łatwo zapinane. Ubranie ma być wytrzymałe i wygodne. Kurtki czy płaszcze mają chronić przed wiatrem, deszczem i zimnem. A mężczyźni nie zwykli cierpieć niewygody za cenę wyglądu. Wielu z nas raczej poświęciłaby wygląd na rzecz komfortu użytkowania, prawda? Kobiety są pod tym względem gotowe do znacznie większych poświęceń ?

Po trzecie

Mundur był też sposobem na podkreślenie statusu. Początkowo, kiedy armie były bardziej pospolitym ruszeniem i zbieraniną ludzi zdolnych do noszenia broni co ważniejsze jednostki wyróżniały się swoim ubiorem i orężem. W miarę formalizowania się takich instytucji jak gwardie czy armie zyskiwały one w miarę jednolite umundurowanie – im potężniejszy władca tym lepiej mógł odziać swoich ludzi. Wreszcie dowodzący poszczególnymi formacjami, czyli oficerowie, nawet w dobie uniformizacji umundurowania, mają jednak odzież z nieco wyższej półki. Dotyczy to zwłaszcza mundurów galowych. Ot, ekstra prestiż.

Nie można też zapomnieć, że dawniej w zasadzie każdy mężczyzna z wyższej klasy społecznej był również wojownikiem a późniejsze elity zachowały na długo czas ścisły związek z wojskiem. Szarże oficerskie zarezerwowane były dla przedstawicieli szanowanych i prominentnych kręgów (co nie zawsze pociągało za sobą stosowne talenta). Co więcej, służba wojskowa była zajęciem honorowym, co również mogło sprzyjać adoptowaniu wojskowych fasonów na pole codziennego ubioru.

Po czwarte

Bardzo dużo elementów naszej garderoby swoją cywilną karierę rozpoczęło od czyszczenia wojskowych magazynów. Po prostu jako ciuchy z demobilu, chętnie kupowane ze względu na niską cenę oraz wysoką jakość, trwałość i funkcjonalność. Te fasony kopiowały później duże sieci modowe (niestety, najczęściej bez należytej dbałości o jakość) wprowadzając je do kanonu męskiej mody – tej z nurtu klasyki i tej nieformalnego streetwearu o stylu terenowym nie wspominając.

 

Źródła zdjęć z tytułowej grafiki: M-65 (Alpha Industries), trench (Kiomi), bomber jacket (Alpha Industries), chinosy (Dockers), krawat (Dandy yourself), chukka boots (Topman)