Ulster z demobilu

Historia płaszcza, którą dzisiaj przedstawię jest przynajmniej dwu lub trzy wątkowa. Po pierwsze, kiedy zacząłem interesować się klasyczną męską elegancją bardzo szybko zachorowałem na płaszcz w stylu militarnym. Taki fajny, dwurzędowy ulster. Najlepiej taki jak słynny produkt Crombie. Niestety, mój obiekt odzieżowych westchnień sprowadził mnie na ziemię ceną. Jedyne tysiąc funtów (bez pięciu) jest barierą skutecznie wstrzymującą zakup. Zacząłem polować na coś podobnego. Mniej więcej wtedy trafiłem też na blogu Studencka Elegancja Szymona Jeziorko (obecnie All Tied Up) na wpis o wojskowym płaszczu. Okazało się, że i w tym przypadku maczał palce Crombie. I podobnie jak autor wspomnianego bloga postanowiłem poszukać “tańszego zamiennika” czyli prawdziwego oficerskiego płaszcza. I to mi się udało! Na popularnym serwisie Allegro wylicytowałem płaszcz za 46 zł! Przy kursie funta około 5 złotych jest to ponad 100 razy taniej 😉

Płaszcz przed

No właśnie. Płaszcz był “trochę” za obszerny. Na całe szczęście długość rękawów i samego płaszcza była w sam raz, jednak objętościowo… hmmm… Tak czy inaczej jeszcze przed przeróbkami u krawca pojechałem w nim do Norwegii (relację z tego wypadu wraz z małą sesją można zobaczyć tu). Płaszcz przed przeróbkami wyglądał na mnie tak:

Płaszcz wojskowy może służyć również w cywilu!
fot. Robert Zieliński

Impressive, isn’t it? Oczywiście, dokonując zakupu zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie konieczność dokonania znacznych poprawek. Niestety, mój poprzedni krawiec się popsuł. A dokładnie zmienił miejsce pracy skutecznie zacierając za sobą ślad. Jego następca, delikatnie mówiąc, spieprzył proste zwężenie spodni i marynarki. Z inną marynarką powędrowałem do innego krawca (tak trochę testowo). Też oblał egzamin. Powędrowałem do trzeciego z kolei z nadzieją, że może tym razem będzie lepiej… Zresztą o krawieckich przygodach pisałem już na blogu tu i tu.

A przy okazji przeróbek i demobilowych ubrań. Wojskowe rozmiarówki potrafią sporo namieszać. Kupując “normalny”, cywilny płaszcz dostajemy zwykle produkt przystosowany do tego, aby przy naszych wymiarach zmieścił pod spodem gruby sweter czy marynarkę. Czyli założony bezpośrednio na koszulę będzie troszeczkę za duży, ale z zasady, tego typu płaszczów nie zakładamy bez na przykład marynarki. Wojskowe są w zasadzie zgodne z cywilnym standardem tylko pod względem wzrostu. Natomiast wszelakie obwody mają duuuuży zapas. Im bardziej “zewnętrzne” odzienie, tym bardziej zapas rośnie, ponieważ przystosowane są do mieszczenia pod spodem wcześniejszych (wewnętrznych) warstw umundurowania, a często i wyposażenia. Warto to uwzględnić, planując ewentualny zakup on-line.

Płaszcz po

Po zwężeniu ramion i solidnemu taliowaniu z płaszcza zrobił się całkiem przyjemny ulster. Szerokie klapy i sztormowy kołnierz dobrze chronią przed wiatrem. Długość do kolan zapewnia ochronę przed zimnem. I kiedy temperatura spada poniżej zera, jest wietrznie i nieprzyjemnie, to właśnie ten płaszcz jest moim najczęstszym wyborem. Biorąc pod uwagę cenę, za jaką udało mi się go nabyć i jakość sukna, z którego został wykonany, uważam go za jeden z moich najbardziej udanych budżetowych zakupów. Najsłabszym punktem jest natomiast podszewka. Zostawia naprawdę dużo do życzenia, ale mimo wszystko nie planuję w najbliższym czasie jej wymiany. Za to przymierzam się do wymiany guzików, chociaż bez wielkiej determinacji 🙂

Poza płaszczem mam na sobie ciepłe, szare, flanelowe spodnie. Nie jest to niestety wełna, tylko czysta bawełna, ale mimo to bardzo je lubię. Niestety ich wadą jest to, że bardzo szybko się gniotą i wypychają, co zresztą widać. Można wierzyć lub nie, ale były prasowane mniej więcej godzinę przed sesją;) Marynarka schowana pod płaszczem uszyta jest z szetlandzkiego tweedu. W niedalekiej przyszłości pojawi się w osobnym wpisie, nie jako schowana towarzyszka płaszcza, więc nie będę się nad nią tu rozwodził 😉

Całość uzupełniają brązowe oksfordy Florsheim Imperial oraz jedwabno-wełniany, szary krawat.

p.s. Płaszcze z demobilu robią ostatnimi czasy dużą karierę w blogosferze;) Taki ulster pojawił  się już na wspomnianym na wstępie All Tied Up (tu i tu) czy na Long Story Short.

Płaszcz – demobil

Spodnie – second-hand

Koszula – Bytom

Buty – Florsheim Imperial

Krawat – second-hand

Zdjęcia – Totofoto

ulster2 ulster1 ulster16 ulster15 ulster14 ulster12

ulster5 ulster13

  • Musicienn

    Z ciekawości, jest sztuczny czy ma wełnę? Ja kupiłam płaszcz z 70% wełny I to był zakup życia za 40 zł w lumpeksie! I do tego sweterek z angora czy kaszmirem I jest zarówno lekko i elegancko jak i ciepło 🙂

    • Niestety płaszcz jest bez metki ze składem, ale z tego co się orientuję, to nawet jeśli nie jest to 100% wełny, to na bank jest jej baaardzo dużo. Widziałem kiedyś ten sam model tak pożarty przez mole, jak tylko może być zaatakowana wełna.
      A second handy rzeczywiście potrafią być czasami skarbnicą cudów. Tylko trzeba mieć cierpliwość i oko 😉

  • Szymon | pomensku

    Ten płaszcz jest doskonały, zgrzytam zębami z zazdrości 😉 Od miesiąca przetrząsam secondhandy (takie małe hobby) w poszukiwaniu czegoś fajnego, ale niestety nic nie wyłuskałem. Kupiłem już trzy dobre marynarki, kilka koszul, dwa nowiuśkie swetry z wełny merino, ale płaszcza jak nie było, tak nie ma. Przypomniałeś mi jednak o krawcu, całkiem zapomniałem o tej profesji. Teraz poszukiwania będą nieco łatwiejsze 🙂

    • Dziękuję:) Płaszcz uważam za jeden z moich najlepszych nabytków 🙂 Szukaj na Allegro, OLX itp. Trafiają się w cenie około 100 PLN. Ja miałem szczęście i trafiłem swój za grosze 🙂 Tylko trzeba uważać, czy go mole nie podziobały. Możesz też sprawdzać sklepy z demobilem. Tam upolowałem np. bosmankę za +/- 90, która po interwencji krawca sprawdza się całkiem dobrze (kupowałem w firmie Bastion i było OK, choć czytałem też, że niektórzy mieli przeboje z zamówieniami). Rozmiarówka tych wojskowych jest mocno zawyżona – bosmankę wziąłem o dwa numery mniejszą i dalej musiałem zwężać 🙂
      Co do krawców – najważniejsze, znaleźć dobrego. Mam na koncie sporo przebojów z niektórymi.
      A secondhandy są super 🙂 Tylko trzeba mieć cierpliwość i oko 🙂