img_8801-2

Przemiana #1- decyzja

Tak się składa, że w moim przypadku duże życiowe zmiany, zwłaszcza przebiegające nieco burzliwie, odciskają piętno na mojej garderobie. A dokładnie mówiąc, jednym z syndromów wychodzenia z takiego zakrętu i porządkowania sobie życia na nowo jest u mnie remanent garderoby. Tym razem remanent garderoby nie ograniczył się do wymiany starych ciuchów na nowe i ewentualnym nieznacznym liftingu stylu, ale pociągnął za sobą konkretną przebudowę zawartości szafy. Bardzo pomocna okazała się lektura kilku fantastycznych blogów i chociaż nie znamy się osobiście, to bardzo Wam autorzy dziękuję za trud i pracę jaką włożyliście w ich prowadzenie.

Czy warto?

OK, założę na siebie ten cholerny garnitur. Założę nawet balon, jeśli z tego powodu będą mi lepiej płacić. Aż tak bardzo nie kocham skóry.

 John Lennon, w 1962. roku, w przededniu eksplozji wielkiej kariery swojego zespołu

 

Spośród wielu starych porzekadeł, funkcjonujących równolegle w wielu kulturach i językach warto przywołać w tym miejscu dwa, o zgoła odmiennej wymowie, lecz dotykającej tej samej kwestii. Pierwsze z nich radzi aby „nie oceniać nikogo po wyglądzie”. Jasne, pewnie każdy z nas spotkał kiedyś elegancko ubranego chama, albo uroczego, elokwentnego i kulturalnego człowieka wyglądającego niczym najgorszy kloszard, ale właśnie dysonans między wyglądem a zachowaniem tych osób był spotęgowany naszymi wcześniejszymi wyobrażeniami i oczekiwaniami zbudowanymi w oparciu o ich wygląd. I w tym miejscu kłania się drugie porzekadło: „jak cię widzą tak cię piszą”. I właśnie dlatego warto ułatwić sprawę i pozwolić się od początku oceniać jako ten lepszy, bardziej godny zaufania człowiek. Nasz wygląd wiele mówi o tym, kim jesteśmy, jacy jesteśmy albo jacy chcemy być. Ale przy tym wszystkim nie zapominajmy, poznając nowe osoby, że wygląd nie musi świadczyć o człowieku.

Z doświadczenia wiem też, że wiele osób żywi coś w rodzaju obawy związanej z nagłą zmianą wizerunku. Cóż, w moim przypadku było to rzeczywiście dość gwałtowne. Ale nie spotkałem się z ani jedną negatywną reakcją mojego otoczenia. Wręcz przeciwnie. Koleżanki z pracy bardzo doceniły moją zmianę. Wśród kolegów, poza kilkoma żartobliwymi docinkami (jak to w pubie z kumplami przy kuflu piwa), reakcje też były bardzo pozytywne. Kilku z nich nawet przyznało się, że też od jakiegoś czasu myślą o podobnej metamorfozie, tylko nie mają kiedy albo nie wiedzą jak się do tego zabrać.

Wreszcie dbanie o swój wygląd i wizerunek, nie jest domeną zniewieściałych chłoptasiów, tylko atrybutem dojrzałego, świadomego, pewnego siebie mężczyzny. I nie jest to wytwór naszych czasów. Faceci zawsze dbali o siebie i swój wygląd – i podkreślali w ten sposób swoje walory. Nawet (a może zwłaszcza?) w “supermęskich” czasach jaskiniowców. Skórę drapieżnika czy naszyjnik z jego zębów i pazurów nosił ten, kto go pokonał – jaguara (futro, nie automobil) nosiło się niczym garnitur od najlepszego krawca! Rytualne pióropusze północnoamerykańskich Indian również świadczyły o męstwie i odwadze ich posiadaczy (na prawo do noszenia konkretnych ozdób trzeba było sobie zapracować). Rycerstwo (ten archetyp współczesnego mężczyzny), szlachta, arystokracja czy szeroko rozumiane elity również dbało o swój wygląd i ubiór, czyli szeroko rozumiany wizerunek, właściwy dla ich społecznej pozycji – zarówno dziedzicznej jaki i osobiście wypracowanej dzięki przymiotom charakteru i indywidualnym zdolnościom. Od łowców mamutów po dyrektorów banków.

Przebudowa garderoby, zwłaszcza gruntowna, to spora inwestycja finansowa. A nie ma co się oszukiwać – większość z nas na nadmiar gotówki nie narzeka. Jeżeli oczywiście ktoś dysponuje wolnymi kilkunastoma czy kilkudziesięcioma tysiącami złotych, to wynajęcie speca od wizerunku i kilka wizyt u dobrego krawca pozwoli zmontować fantastyczną garderobę wraz z szeroką paletą szałowych i eleganckich dodatków. Niestety, nie zaliczam się do takiej grupy konsumentów i wydanie kilkuset złotych na marynarkę, buty czy spodnie, które i tak będą mieściły się w kategorii co najwyżej lepszej średniej półki jest barierą skutecznie zniechęcającą. No i co tu dużo mówić, wydanie 200 złotych na krawat albo 100 na poszetkę (a przecież wypada mieć ich więcej niż po jednej sztuce) to, chyba małe szaleństwo w sytuacji, gdy zarabia się 2000 – 3000 na rękę… Na całe szczęście da się to zrobić taniej. Dużo taniej. I wcale nie gorzej. A jeśli dzięki temu ktoś zacznie nam lepiej płacić?

W kilku kolejnych wpisach postaram się przedstawić, na bazie własnych doświadczeń, jak przebudować swoją garderobę, na co zwracać uwagę przy zakupie nowych ubrań i jak je zestawiać, aby nie było nudno, byle jak i tak samo jak u dziesiątek innych mężczyzn. I dam kilka przykładów jak zrobić to tak, żeby nie zrujnować domowego budżetu, albo wręcz przeciwnie – w zależności od naszych potrzeb.

 

Inne wpisy z tej serii: Nowa garderoba, Jak od razu poprawić styl, Dlaczego second-hand?