Przemiana #3- Jak od razu poprawić styl

W poprzednich wpisach (tu i tu) pisałem o początkach zmiany stylu ubierania się a kolejne będą poświęcone sferom zakupowym. W tym napiszę kilka słów o tym, jak zacząć poprawiać nasz wygląd jeszcze bez inwestycji (lub w ich trakcie i po podstawowych zakupach). Z jednej strony są to kwestie oczywiste i w zasadzie nie zamierzałem ich poruszać w osobnym wpisie. Jednak do napisania tego tekstu zainspirowały mnie dwie osoby. Najpierw mój dobry przyjaciel powiedział wprost – napisz też o takich oczywistościach, bo wiele osób w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Pokiwałem głową i pomyślałem, że przesadza. Drugą inspiracją (niestety negatywną) był kolega z pracy. Cholera, ten pierwszy nie przesadzał!

A więc poniżej przedstawiam trzy zasady numer jeden.

Pierwsza zasada numer jeden:

WSZYSTKO CO MAMY NA SOBIE MUSI BYĆ CZYSTE

W dalszym ciągu wiele osób (nie tylko facetów) uważa, że ten sam t-shirt czy koszulę można założyć dwa dni pod rząd paradując w nich w pełnym wymiarze godzin. Nie, nie można. Skarpetek też nie można. I innej bielizny też nie. To co bliskie ciału chłonie pot. W pocie rozwijają się bakterie, które dodają specyficznego “aromatu” – nie zabiją go najdroższe nawet perfumy. Nawet jeżeli weźmiemy rano prysznic, ale założymy na siebie wczorajszą, przepoconą koszulę, to poza efektem wizualnym (wczorajsza koszula jest po prostu wczorajsza, tak jakby była na mega kacu), szybko odtworzymy florę bakteryjną i aromat zapoconego cielska. Równanie, choć nie dla wszystkich oczywiste, jest proste: “czysty ja + czyste ubranie = dobre wrażenie”.

Pomijając te “aromatyczne” dygresje – tania i marna koszula ale czysta i wyprasowana zrobi lepsze wrażenie, niż szyty na miarę ciuch za 1000 złotych, ale wymięty i z brudnym kołnierzykiem i mankietami. Ot, taka oczywista oczywistość.

Druga zasada numer jeden:

TO CO MAMY NA SOBIE MUSI BYĆ DOPASOWANE

Kolor, krój czy fason mogą mieć (poza ekstremalnymi przypadkami) drugorzędne znaczenie dla naszego ogólnego wyglądu, ale dopasowanie ubrań do naszej sylwetki już nie. To coś, co jest powtarzane do znudzenia na każdym blogu i w każdym poradniku poświęconym zasadom stylowego ubierania się.

jurandJa przez całe lata paradowałem w koszulkach w rozmiarze XL, bo byłem “na luzie”. W rzeczywistości moje “zajefajne” t-shirty układały się na mnie z równą gracją co zgrzebny wór pokutny na Jurandzie ze Spychowa dobijającym się do bram szczycieńskiego Zamku (zdjęcie poglądowe obok). Rewolucją było przejście na L-ki (nadal za duże), bo moje ego nie przyjmowało do wiadomości istnienia rozmiaru M; emka była niegodna bycia założoną na faceta mierzącego 183 cm wzrostu! Dzisiaj nie patrzę na metkę rozmiarową tylko sprawdzam jak co na mnie leży. Te za duże ubrania, to chyba najczęstszy błąd w ubieraniu się, jaki popełnia męska część naszej populacji. Co ciekawe, chudzielcy tacy jak ja zakładają za duże koszulki, żeby zamaskować deficyty masy, ci przy kości, noszą za duże ciuchy, aby zakryć nadmiar masy, a wreszcie ci, którzy mają najbardziej prawidłową budowę, żeby być na luzie i żeby było wygodnie. I każdy w za dużych ubraniach wygląda jednako źle: albo zamiast zamaskować minusy sylwetki to je podkreśla, albo maskuje swoje atuty. A dopasowane ubranie nie ogranicza wygody, bo dopasowane, nie znaczy wpijające się w ciało i krępujące ruchy. Natomiast bycie “na luzie” jest w głowie, nie w ciuchach i ubiór tego nie zmieni.

Drugą kategorią złego dopasowania są ubrania za małe. Znacie ten widok – wielki “beerceps” zakryty napiętym do granic możliwości podkoszulkiem, który i tak kończy się nad pępkiem, odsłaniając wylewający się zza paska brzuchol. Taki styl a ‘la Homer Simpson.

Buty – jakiekolwiek są: muszą być czyste. Niezależnie od tego, czy to są nowiusieńkie oxfordy prosto ze sklepu, czy schodzone welury – mają być czyste! Jeśli jest lato i zdecydowałeś się założyć sandały – na Dadźboga i Perkuna – nie zakładaj waćpan skarpet!

Spodnie – przynajmniej je wyprasuj. Nawet jeansy. Sam uznawałem kiedyś, że nie trzeba, bo tak jest na luzie i jest cool. Nie jest. Można być na luzie w wyprasowanych spodniach. Sprawdziłem – działa. Są szlufki – załóż pasek, nawet jeśli są idealnie dopasowane i nie spadają z tyłka – inaczej, wygląda to jak buzia narysowana bez oczu – słabo. Są za długie, a do wizyty u krawca nie dorosłeś? Podwiń nogawki tak, żeby ich nie przydeptywać i żeby sięgały nieco nad cholewkę standardowego buta. A najlepiej – idź do krawca albo skróć je sam!

Koszula, t-shirt – wyprasowane i dopasowane. I czyste. Koszula – wsadzona w spodnie!

Skarpetki – Jeśli zakładasz skarpetki, które ma być widać (czyli inne niż tzw. stópki) to między cholewką buta a krawędzią spodni nie może prześwitywać goła skóra. Między innymi z tego powodu normalne skarpetki sięgają zdecydowanie za kostkę, a wszelkie inne “stópki” i ich pochodne to wyjątki.

Trzecia zasada numer jeden dobrego wizerunku. I chyba najważniejsza:

NIE TYLKO UBRANIE – MY (NASZE CIAŁO) MUSIMY BYĆ ZADBANI

Ciało ogólnie – prysznic rzecz święta! Rano i wieczorem. Trzeba być czystym. Koniec tematu.

Włosy – Czasami wołają o pomstę do nieba. Jeśli są – MUSZĄ BYĆ CZYSTE!!! Nie wiele jest rzeczy bardziej obrzydliwych niż tłuste, nie myte i nie rozczesane włosy. Fryzura – przemyśl sprawę.

Jeśli “jedyne co w życiu wyszło, to włosy”, to pamiętaj, że nie ma bardziej groteskowej fryzury niż przyklepane pasmo włosów wyrastających gdzieś z boku głowy zaczesane tak, aby zakryć łysinę na jej szczycie. Nic, tylko czekać na boczny wiatr… Łysina nie jest zła – pod warunkiem, że jest to zadbana łysina. Tak samo jak włosy do ramion czy dłuższe – albo zadbane i czyste, albo… nic nie pomoże.

I jeszcze przy okazji włosów. Serio uważasz, że kępki włosów wystające z nosa są super? I ta szczecina porastająca uszy? Serio?

Zęby – Stomatologa odwiedzamy co pół roku na przeglądzie a następnie postępujemy zgodnie z jego zaleceniami. Robimy tak, ponieważ (a) niekompletny uśmiech kiepsko wygląda i (b) nadpsute i niedomyte uzębienie potrafi objawić się powalającym oddechem…

Paznokcie – krótko i… czysto. Dłonie muszą być estetyczne. Brud za pazurami jest niedopuszczalny. Zimą (ale nie tylko) warto pomyśleć o kremach do rąk. Stosowanie ich choćby raz dziennie nie jest niemęskie. A zadbana dłoń to jedna z naszych wizytówek – to dłoń podajemy drugiej osobie do uściśnięcia na powitanie.

Stopy – Skoro zwykle ich nie widać to można je odpuścić? Nie, nie można. Kiedyś przyjdzie lato, wakacje – stopy wyjdą na światło dzienne. Jest taki wynalazek jak pumeks. Jeśli Cię swędzą, złazi z nich skóra i tak dalej – dermatolog nie diabeł, grzybica już tak. No i palce stóp też mają paznokcie, czyli patrz akapit wyżej.

Podsumowując – Nie wierzysz, że to ma znaczenie i działa? No to tak: Podobają Ci się kobiety z tłustymi włosami? Z kępkami włosów wyrastających z uszu? W brudnych spódnicach/sukienkach/spodniach/bluzkach/koszulach? W ufajdanych butach? Czy wzbudza Twoje zaufanie facet szczycący się takimi atrybutami? Nie? – No to rozumiesz, czemu im nie podoba się zapuszczony gość…

 

Pozostałe wpisy z tej serii: Decyzja, Nowa garderoba, Dlaczego secon-hand?