Klubowe inspiracje

Podzelować czy nie podzelować

Dobre buty to podstawa dobrego stylu – to zdanie można przeczytać na niejednym blogu poświęconym modzie i nie ma w nim grama przesady. A co jest podstawą dobrych butów? Pewnie podeszwa ? A ta, jak wiadomo, w stylowych butach powinna być skórzana, bo guma to takie samo zło jak poliestry w garniturach. Tylko, czy aby na pewno?

Uprzedzając ewentualne argumenty o wygodzie sportowych butów na gumowej podeszwie. Tak, są wygodne, lekkie, przewiewne. Bardzo szybko dostosowują się do stopy. Są znakomite na wypad do siłowni, jogging, spacer z psem i parę innych okazji. Ale najczęściej nie będzie im po drodze z marynarkami, garniturami i większością zestawów mieszczących się w szeroko rozumianej męskiej klasyce. Za to tam będzie pasować większość butów wyposażonych w podeszwę i cholewkę ze skóry.

Co wpływa na żywotność skórzanych podeszw

Pierwszym i najbardziej oczywistym czynnikiem jest intensywność użytkowania. Chociaż posiadam kilka par butów to mam wśród nich swoje ulubione trzy pary i to one są przeze mnie najczęściej i najintensywniej eksploatowane. Ot – klasyczna zasada 20/80 – mówiąca, że dwadzieścia procent naszej garderoby jest używana przez osiemdziesiąt procent czasu. W moim przypadku obuwie całkiem solidnie obrywa. Jestem zdeklarowanym piechurem i codziennie pokonuję drogę do pracy i z powrotem pieszo. To aktualnie oznacza około 5 km spacer w jedną stronę, pomijając inne wędrówki które nabijają przebieg mojego obuwia. Prosty rachunek mówi, że po dziesięciu założeniach mają już u mnie na liczniku około 100 km. Rzeczą oczywistą jest też to, że wychodzenie dziesiątków kilometrów po biurowych korytarzach pokrytych płytkami lub wykładziną nie wywrze takiego wpływu na podeszwę, co godzinny spacer parkową alejką albo przemarsz po ulicznym bruku.

Szybciej też będzie się zużywać obuwie eksploatowane przez osobę słusznej postury a wolniej przez zawodnika wagi piórkowej. Wreszcie każdy z nas nieco inaczej stawia w trakcie chodzenia stopy przez co inaczej ściera się podeszwa butów. Ja niestety masakruję szczyt podeszwy i obcas, ale znam osobę, która najszybciej wykańcza jej zewnętrzną krawędź.

W tym miejscu przytoczę małą dygresję. Ponieważ grywam w piłkę, regularnym tematem rozmów w szatni są sposoby radzenia sobie z różnymi kontuzjami (sport to zdrowie ale do czasu). Pewnego razu jeden z kolegów wspominał wizytę u ortopedy, który owszem, kontuzjowaną stopę obejrzał, ale zażądał okazania butów, którym poświęcił znacznie więcej uwagi. A dokładnie ich podeszwie, która po prostu zdradziła jak pacjent najczęściej stawia stopę.

Podzelować czy nie?

Ja jestem na tak. Po pierwsze, skórzana podeszwa niemiłosiernie ściera się w trakcie chodzenia. Chodniki, często zabrudzone piaskiem (choćby używanym do ich posypywania w zimie) działają jak papier ścierny. Większość butów ze średniej i niższej półki cenowej jest wyposażona w podeszwy wykonane ze stosunkowo słabej jakości kruponów. W efekcie niektóre już po kilku założeniach potrafią wykazywać duży stopień zużycia. Do tego stopnia, że odsłaniają kanał szwu, co grozi jego przetarciem i solidnym uszkodzeniem butów. Zwłaszcza, jeśli popada i podeszwa nasiąknie wodą co spowoduje jej rozmiękczenie.

Po drugie, skórzana podeszwa to śliska podeszwa. Naprawdę można wywinąć pięknego orła, zwłaszcza, jeśli się gdzieś spieszymy, choć ponoć gentelman się nigdy nie spieszy ?

Po trzecie, skórzana podeszwa kiepsko znosi kontakt z wodą (oraz z solą). Przemoczona potrzebuje często nawet 2-3 dni, aby porządnie wyschnąć.

Sposobem, który choć w części niweluje te niedogodności jest podzelowanie butów, czyli podklejenie ich podeszwy cienką warstwą gumy. Koszt takiej usługi to około 25-30 zł i praktycznie wykona go każdy szewc. Jeżeli nie jesteśmy aż tak zdeklarowanymi piechurami jak ja, warto wybrać cieńszą gumę, jeśli chodzimy dużo, nieco grubszą. Zwykle do wyboru są grubości w przedziale od 1 do 2 mm. Czyli jest to raczej cienka warstwa.

Minusy zelowania

Głównym powodem podzelowania butów jest zabezpieczenie ich podeszwy oraz zwiększenie przyczepności. Niestety, są też pewne koszty takich zabiegów.

Według niektórych przeciwników zelowania butów, taka podklejona podeszwa gorzej wygląda. To prawda. Skórzana podeszwa nowiusieńkich butów zachwyca gładką powierzchnią, często wybitym na niej znakiem producenta i piękną barwą. Po przejściu kilkunastu metrów po chodniku już raczej nie… Więc jeśli chcemy podziwiać podeszwy butów, to po prostu odłóżmy je na półkę i podziwiajmy a jeśli chcemy w nich chodzić, to podzelujmy 😉

Eleganckie buty na gumowej podeszwie nie są eleganckie. Zgadza się, ale dotyczy to koszmarków wyposażonych w gruby (centymetrowy i więcej) kawał gumy do którego przyklejona jest cholewka, a nie do buta podklejonego jej milimetrową warstwą. Nie wiem, jak często zerkacie na podeszwy butów waszych rozmówców, ale zakładam, że nie jest to główny obiekt zainteresowań 😉

Podzelowane buty są mniej wygodne. To jedyny argument przeciwników zelowania, z którym mogę się nieznacznie zgodzić. Podklejenie dwu milimetrową gumą podeszwy trochę ją usztywnia. W przypadku cieńszych zelówek ten problem raczej nie istnieje. Moim zdaniem spadek komfortu użytkowania związany z podzelowaniem obuwia jest marginalny i przynajmniej w moim przypadku nie odczuwam bardzo negatywnie zmiany.

A Wy? Podklejacie skórzane podeszwy, czy jesteście zagorzałymi przeciwnikami takiej “profanacji” obuwia? 😉

 

  • Mateusz

    Ja generalnie uważam te słynne buty na skórzanej podeszwie za trochę przesadę. W sieciówkach da się dostać, chociaż nie jest to łatwe, klasyczne buty, ale na “normalnej” (zwykłej i gumowej) podeszwie. Nawet w Tesco bywają całkiem dobre. Ważne, by czymś je wypychać po użyciu, by straciły formy i pastować po dłuższym spacerze, to potrafią wyglądać całkiem dobrze po pięciu i więcej latach. Może się mylę, ale jestem sceptyczny wobec Berwicków za 600 złotych, czy jeszcze więcej. Jak się nie będzie dbało, to szybko na pewno również się zniszczą.

    • Męski Pub

      Ja z kolei jestem sceptycznie nastawiony do klasycznych butów z sieciówek. Po pierwsze, gros z nich z klasyką nie ma nic wspólnego, dzięki wyczynom projektantów. Po drugie, jakość materiałów pozostawia wiele do życzenia. Nie są one wykonane ze skóry – najczęściej nawet te “skórzane” produkuje się z wyrobu będącego sklejonym i sprasowanym miałem skórzanym – tzn, ścinki skóry nie zużytej w produkcji np. lepszych butów mieli się, miesza z klejem i prasuje robiąc “skórę” – tańszą, ale o znacznie gorszych parametrach wytrzymałościowych i użytkowych.
      Dbać o buty oczywiście należy zawsze, ale znowu pielęgnacja sieciówkowego buta a takiego całkiem klasycznego ze średniej półki cenowej to dwa różne światy.
      Co do butów na syntetycznej podeszwie – oczywiście obecnie są tworzywa, które dobrze wyglądają i trzeba naprawdę dobrze się przyglądać, żeby dostrzeć, ze to nie skóra. Jednak mając i takie i takie, daję prymat skórzanej podeszwie. A podzelowuję z powodów wymienionych powyżej, głównie ze względu na moje zamiłowanie do długich spacerów:)

  • Mateusz

    Wszystko prawda, wiem, że nieraz trzeba się bardzo długo nachodzić albo poszukać w internecie, by znaleźć bardziej popularny i tańszy but, który nie jest jakimś potworkiem, ale się da. Ja również bardzo lubię długie spacery, ale właśnie dlatego nie mogę się przekonać do tych słynnych goodyear welted, wszystkich Berwicków i tak dalej. Skoro na trekingowe(mam jedne skórzane), które muszą znosić błoto do kostek, czy śnieg daje mniej, trudno mi się przekonać, by dać więcej za takie, które spotkają się najwyżej z parkową ścieżką. Powyżej 300 złotych to cena jak dla mnie nie do przekroczenia, przede wszystkim mentalnie. Ale artykuł trzeźwyvi rzeczowy i tak na plus 🙂

    • Męski Pub

      Dziękuję 🙂
      Ja z reguły też staram się nie wydawać kroci na buty (budżet nie jest z gumy niestety). Wolę też te szyte metodą Blake, ponieważ szybciej się dostosowują do stopy i mam wrażenie, że są, przynajmniej na początku, wygodniejsze niż GYW (ale może to kwestia zbyt małej liczby przechodzonych par butów). Ja dość często kupuję w TK Maxx, gdzie można trafić na niezłe buty (i GYW i Blake) w cenie poniżej 300. Moim zdaniem np. Florisheim Imperial kupione za 250 PLN w tej sieci przebijają niemal każdy sieciówkowy but w tej cenie. Tyle, że trzeba polować i mieć ich pod nosem 🙂