Example beers of the 11 recognised Trappist breweries as of August 2015
This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International

Piwa Męskiego Pubu #1 – piwo Trapistów

Lata temu piwny krajobraz ograniczał się do kilku koncernowych „eurolagerów” – piw o uśrednionym smaku, aromacie, zawartości ekstraktu i procentów. Niestety, wkroczenie do Polski wielkich koncernów piwnych spowodowało na jakiś czas dosłowne wyrżnięcie mniejszych browarów i zanik, czasami bezpowrotny, lokalnych rodzajów piwa. Ich smak często bywa już tylko wspomnieniem najstarszych tubylców z rozrzewnieniem rozprawiających jak to drzewiej bywało. Ostatnie kilka lat to na całe szczęście wysyp i rozkwit małych, rzemieślniczych i restauracyjnych browarów oraz olbrzymiej rzeszy piwowarów domowych, do których też się zaliczam. A ponieważ nadchodzi zima, to zamiast kufla „jasnego pełnego” proponuję moje pierwsze piwne „odkrycie” – piwo trapistów.

Z piwem tym zetknąłem się po raz pierwszy w małej, belgijskiej wiosce Bertogne w połowie lat dziewięćdziesiątych. Była tam niewielka knajpka, w której poza bardzo popularnymi tam piwami Stella Artois oraz Jupiler serwowano jeszcze ze dwadzieścia parę innych. Dzisiaj to nie robi wrażenia, ale na początku lat 90. temu w kraju nad Wisłą królowało raptem pięć piw na krzyż i to praktycznie niewiele różniących się od siebie smakiem. Co więcej, panowało ogólne przeświadczenie, że piwo to się pije z kufla albo ze szklanki (w warunkach studencko-imprezowo-terenowych bezpośrednio z butelki czy puszki) a widok pokala na stopce, przypominającego duży kieliszek, u wielu osób wzbudzał zdziwienie. Pierwsze podejście do owego trunku zakończyło się niepowodzeniem, gdyż barman oznajmił, iż nie poda, bo nie ma właściwego szkła (bo się potłukło). Na całe szczęście, następnego dnia już miał stosowny pokal.

Skąd się bierze piwo Trapistów?

W pewnym sensie fenomen „piwa Trapistów” polega na tym, że nie ma takiego stylu piwa. Są to po prostu różne piwa (np. Dubbel, Trippel, Koźlak), tyle, że warzone przez mnichów z zakonu Trapistów.

Trapiści powstali na skutek rozłamu w macierzystym dla nich Zakonie Cystersów. Jego początki sięgają XVII wieku, a dokładnie klasztoru Notre Dame de la Grande Trappe od którego wzięła się popularna nazwa Trapistów. Nie wnikając w szczegóły, w XVII wieku ów klasztor mocno podupadł gospodarczo i personalnie – opuściło go wielu mnichów. Ci, którzy pozostali wiedli bardzo skromny żywot. Za sprawą między innymi opata Armanda Juana de Rancé oraz Augustina de Lestrange uformowały się podwaliny przyszłej reguły Trapistów, kładącej nacisk na pracę oraz kontemplację. Szybko doszło do kolejnego rozłamu (de Rancé kładł większy nacisk na pracę, de Lestrange na kontemplację) i część mnichów opuściła klasztor La Trappe i powędrowała kontemplować w Szwajcarii. Formalnie obie grupy należały do zgromadzenia Cystersów, aż do 1847 roku, kiedy Pius IX uznał oba odgałęzienia za odrębne kongregacje, stosujące się do reguł ich założycieli. W 1892 roku papież Leon XIII połączył spadkobierców de Rancé i de Lestrange w zreformowany Zakon Cystesów Ściślejszej Obserwancji.

Wróćmy jednak do piwa. Trapiści uzyskali przywilej warzenia i sprzedaży piwa – a ściślej, sprzedaży, gdyż na własne potrzeby mnisi warzyli piwo w zasadzie od zawsze i prawie w każdym klasztorze… Z pośród około 170 klasztorów Trapistów, jedynie 11 (6 belgijskich i 2 holenderskie i po jednym w Austrii, USA i we Włoszech) ma prawo sprzedaży piwa. Część z zysków służy pokryciu bieżących potrzeb klasztorów a reszta jest przekazywana na cele dobroczynne. Pierwszym klasztorem Trapistów sprzedającym piwo (od 1836) był klasztor w Westmalle. Początkowo mnisi warzyli piwo jedynie na potrzeby lokalnej społeczności, ale szybko rosnąca popularność ich napoju, na którą zapracowali piwowarskim kunsztem pozwoliła rozszerzyć sprzedaż.

Piwa Trapistów

Piwa warzone przez Trapistów należą zwykle do grupy piw górnej fermentacji. Wyjątkiem może być warzony przez klasztor w Koenigshoffen koźlak (Bock) będący mocnym piwem dolnej fermentacji. Co więcej sprzedawane są w butelkach i w dalszym ciągu zawierają żywe kultury drożdży, które ‘dofermentowują’ zabutelkowany trunek (bardziej zaawansowani piwowarzy domowi podejmują czasami udane próby ‘odzyskania’ i namnożenia takich drożdży, których następnie używają do produkcji własnego piwa). I w tym miejscu uwaga praktyczna – przyniesiona ze klepu butelka powinna swoje odstać, aby drożdże opadły na dno a piwo odzyskało klarowność. Z tego samego powodu nie warto walczyć o przelanie całego piwa do szklanki – łatwo wzburzyć drożdżowy osad.

Najbardziej pożądanymi piwami Trapistów są te warzone przez browar Westvletteren (Flandria). Ich cena jest stosunkowo wysoka jednak nie ona jest główną barierą na drodze do zdobycia upragnionego trunku. Mnisi sprzedają rocznie zaledwie 60000 skrzynek piwa. Co więcej, piwo to sprzedawane jest jedynie w miejscu produkcji. Nie można jednorazowo kupić większej ilości piwa niż dwie skrzynki, a i to nie częściej niż raz na dwa miesiące! Żeby nie było jednak zbyt łatwo, nie wystarczy przyjechać na miejsce i poprosić o kilka butelek. Najpierw trzeba dodzwonić się do klasztoru i umówić na konkretny dzień i godzinę. Samo wydzwanianie do mnichów jest już wielkim testem cierpliwości: linia jest albo zajęta, albo nikt nie odbiera (jak w urzędzie…). Szczęśliwiec, który się dodzwoni, musi nie tylko dostosować się do dnia i godziny ale jeszcze podać markę i numer rejestracyjny samochodu, którym przyjedzie po odbiór piwa za na przykład sześć i pół tygodnia. Na miejscu sprawdzane są wszystkie dane i jeśli coś się nie zgadza – cóż… kolejka przepadła… Mimo tych trudności (a może właśnie dzięki nim?) na brak klientów mnisi nie narzekają. Warto też wiedzieć, że piwo “Westvletteren 12” zostało uznane najlepszym piwem świata w 2005 roku.

Piwa Trapistów nie są trunkami na letnie upały. To trunki dobre na szarobure, jesienne i zimowe wieczory, pite powoli na przykład w klimatycznym pubie. Bogate w aromaty i ciekawe nuty smakowe – pod tym względem kompletne przeciwieństwo nijakich “koncerniaków”. Mnie najbardziej smakują kiedy mogę zapaść się w wygodnym fotelu lub na sofie nieopodal buzującego kominka z deską serów w zasięgu ręki. To piwa mocne i często zdradliwe. Urzekające bukietem aromatów i złożonością smaków. Zwykle swoją moc ujawniają dopiero kiedy chcemy wstać i nagle okazuje się, że efekt jest jakby o trzy piwa silniejszy, niż zakładany…

grafika tytułowa  CC BY-SA 4.0