Moje ulubione jesienno-zimowe stylizacje

Chociaż jestem wyznawcą tweedów, to ciężkie gramatury ubrań już mnie trochę zmęczyły i z wielką ochotą sięgnę po lny i przewiewne bawełny w miejsce zgrzebnych wełen, które zdominowały u mnie ostatnie miesiące. Ponieważ za oknem coraz śmielej świeci słońce a słupki termometrów wyraźnie drgnęły nadchodzi czas na zmianę garderoby. A więc tak trochę na granicy między zimną i ciepłą porą roku przywołam tu kilka moich ulubionych stylizacji z mijającego jesienno-zimowego okresu. Jesień i zima to okres dominacji tzw. kolorów ziemi. Zresztą znaczna większość tweedowych tkanin jest utrzymana właśnie w tych barwach i dominują różne odcienie brązu, zgaszonej zieleni i szarości. I ja również w większości przypadków trzymałem się w tych granicach.

Tweedy

Najrzadziej chyba eksploatowanym zestawem był ten, który prezentowałem na początku tego sezonu we wpisie Sztruks i tweed. Choć lubię zestawy oparte na niskich kontrastach, tu było dla mnie jednak trochę zbyt mdło.

Sposobem na przełamanie tego kolorowego monochromatyzmu było sięgnięcie po ciemniejszy golf lub inną marynarkę.

sztruks

Chyba najczęściej noszonymi zestawami były w moim przypadku wariacje na temat stylu country. Nie tego country od banjo i scenicznych kowbojów, tylko stylu odwołującego się do ubioru dawniej ograniczonego do wizyt w wiejskich posiadłościach. Dla mnie jest to chyba jedno z najbardziej naturalnych połączeń zgrzebnych tweedów.

W tych zestawach prym wiodła moja marynarka z tweedu szetlandzkiego, którą upolowałem kiedyś na jakiejś wyprzedaży. To ciekawy egzemplarz, bez podszewki, bardzo miękki. W letniej przerwie czekają ją niewielkie przeróbki – minimalne taliowanie i skrócenie o jakiś centymetr rękawów. W zimie się jej upiekło, jako że praktycznie non stop była w systemie moich marynarkowych rotacji.

Kod kolorów

Trochę luźniejszym tweedowym zestawem był choćby ten, pokazywany w niedawnym wpisie Tweed na luźny dzień.

Tweed Tweed

Nie-tweedy

Zdecydowanie rzadziej sięgałem po dwurzędówkę. Jednak tweedy dawały mi lepszy komfort termiczny i jednym z moich celów zakupowych na przyszły sezon jesienno-zimowy jest jakaś flanelowa dwurzędówka. Kiedy jednak sięgałem po taką marynarkę, najczęściej było to połączenie z golfem (jak. np. we wpisie Dwurzędówka i golf) albo inny zestaw koordynowany.

Dwurzędówka i golf

A kiedy było już naprawdę zimno, na wierzchu lądowały moje demobilowe nabytki. Numerem jeden był ciężki, ciepły ulster, któremu towarzyszył kapelusz lub futrzana czapa. A na drugiej pozycji uplasowała się bosmanka. Niby znacznie lżejsza, ale sprawdzała się bardzo dobrze. Na tyle, że przetrwałem w niej islandzkie, grudniowe wiatry. Ma jednak jedną, zasadniczą wadę. Widać na niej każdy włos i mam wrażenie, że szczególnie łatwo je wychwytuje. Ponieważ moim prawie nieodłącznym towarzyszem jest pies Kangur, to jej sierściolepność bywa problemem:)

IslandiaUlster

I tym wpisem żegnam zimę i niebawem otwieram odsłonę wiosenno-letnią!