Norwegia

Lecę do Norwegii

To były dwa piwa wypite z przyjaciółmi.

Pierwsze spotkanie w Nowym Roku. Pierwsze piwo z kumplami w Nowym Roku. I od razu pierwsze w Nowym Roku plany, inne niż mniej lub bardziej tradycyjne noworoczne postanowienia. Tak się ułożyło, że ostatnimi czasy poczuliśmy z przyjaciółmi zew włóczęgostwa. Ubiegły rok zakończyliśmy wypadem na Islandię. I jakoś na początku stycznia złożyło się, że spotkaliśmy się w naszej ulubionej knajpce pod nasypem kolejowym przy Bogusławskiego. We Wrocławiu. Wreszcie w komplecie. Pierwszy raz od powrotu z Islandii. Super!

Norwegia

Pierwsze piwo

Pierwsza połowa pierwszego piwa zeszła na bardzo ogólnikowych co słychać (bardzo krótko, bo i tak wiemy, co u każdego słychać) i paru westchnieniach, jak bardzo poprzedni wyjazd należy uznać za udany. Tak, był udany. I w związku z tym, pojawiło się nieuniknione pytanie –

To co panowie? gdzie jedziemy następnym razem?

Teoretycznie, był plan, że zaatakujemy Szkocję. Ale… Plany mają to do siebie, że ulegają zmianom, czasami bardzo szybko. Widzę, że Szkocja zaczyna przegrywać już na wstępie, nawet nie mając kontrkandydata. Pojawia się giełda kierunków: Kazachstan, Spitsbergen, Wyspy Owcze, Ukraina, Albania i jeszcze parę innych.

Piotr na kilka chwil nurkuje w swoim smartfonie. Robert wspomina zorzę, którą widzieliśmy na Islandii. Już kombinuje jak ją lepiej uchwycić obiektywem, bo z aktualnych zdjęć nie jest do końca zadowolony.

Jest tani lot do Trømso. W marcu. Z Gdańska. Lecimy?

Oponuję, ale widać słabo. Pierwsze piwo wypite. Cztery bilety na loty tam i z powrotem kupione.

Norwegia

Drugie piwo

Na wycieczkę mamy trzy dni. Piotr informuje poważnym głosem, że zostało nam 69 dni do wyjazdu, a my nie mamy zaklepanych noclegów. Cóż… nim drugie piwo zostało dopite mamy zaklepane noclegi i opracowane pięć lub sześć wariantów trasy. Mam zabrać wędki, będziemy łowić. W fiordach. Nic to, że nie ta pora. Robert sprawdza – będzie jeszcze szansa na zorzę. Namierzamy wypożyczalnie aut. Wehikuł zarezerwuję po powrocie do domu.

Mieliśmy spokojnie pogadać i napić się piwa. Tymczasem wymyśliliśmy wyjazd, zabukowaliśmy bilety, zarezerwowaliśmy nocleg, zaplanowaliśmy wycieczkę. Raz się żyje! A co zobaczymy – to już będzie nasze:) Zgodnie z zasadą co się raz zobaczy, to się już nie odzobaczy 😉

A za parę tygodni napiszę jak udało się zrealizować te snute przy piwie plany. Bo wycieczka choć spontaniczna, to jednak już zaplanowana 🙂

  • Dee Lukasik

    Uwielbiam tak podejmować decyzje, choć ja zazwyczaj przy szklaneczkach wina. Wtedy wypady zawsze sie udają. Miłej zabawy panowie

  • Karolina Ostrowska

    Takie szaleństwa podróżnicze są najlepsze 😀 Czemu ja nigdy nie wpadłam, by podczas picia rezerwować bilety…

  • Po pierwsze: pozdrawiam z Wrocławia. Po drugie: takie plany są najlepsze! Niby spontatniczne, ale z drugiej strony wszystko ogarnięte przed wyjazdem. Jestem ciekawa relacji z Tromso 🙂

    • A dziękuję 🙂 Tak, taki bezpieczny spontan 🙂 A wybywamy w marcu, więc jeszcze troszkę cierpliwości 🙂 Ale relacja będzie 🙂

  • Jestem bardzo ciekawa, czy przypadkiem nie byłam świadkiem tego Waszego spotkania 😁 ostatnio w ten sam sposób „zaplanowałam” wyjazd do Rumunii i było fantastycznie 😁

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Nie ma to jak spontaniczne decyzje podejmowane przy piwie 🙂 Takie akcje są często o niebo lepsze, niż skrupulatnie zaplanowane wypady 🙂