Fular

Fular – wciąż egzotyczny dodatek?

Fular, askot, męska apaszka. Różnie go zwą, często mylą z plastronem, apaszką czy nawet zwykłym szalem. Do niedawna był to dodatek zupełnie zapomniany. O ile w sklepach z męską odzieżą krawatów i muszek mamy pod dostatkiem, o tyle fulary stanowią towar wyjątkowy. Kiedyś w poszukiwaniu tej ozdoby odwiedziłem chyba wszystkie “męskie” sklepy w jednej z wrocławskich galerii handlowych i znalazłem tylko jeden i to z poliestru. Dodam, że był to sklep w którym poszetka występowała pod nazwą “wypustki męskiej”! W regularnej ofercie fular pojawia się w ofercie zaledwie kilku wyspecjalizowanych sklepów.

A przecież fular potrafi być bardzo wyrazistym i plastycznym elementem męskiej garderoby. Chociaż jest to dodatek mniej formalny niż krawat czy mucha, to wydaje się należeć do kategorii bardziej elitarnych akcesoriów. Nosi się go znacznie bardziej świadomie, niż na wspomniany krawat. Może więc warto się z nim bliżej zapoznać?

Fular – co to jest

Fular to nic innego, jak specyficzna, ozdobna, podłużna “chusta” wykonana z jedwabiu, czasami bawełny, wełny lub innej przędzy. Wiąże się go wokół szyi, jednak nie wykłada na wierzch, jak krawat czy plastron, a chowa pod koszulę, która w tym wypadku absolutnie nie powinna być zapięta na ostatni guzik, ale jeden-dwa najwyższe zostawia się właśnie odpięte.

Fular dobrze czuje się zarówno w towarzystwie sportowej lub tweedowej marynarki, mniej formalnego garnituru, klubowego blezera jak i z samą koszulą, kamizelką albo swetrem.

Co więcej, kiedy po raz pierwszy założyłem fular spotkała mnie miła niespodzianka. Miękki i delikatny jedwab zwinięty wokół szyi nosi się po prostu bardzo przyjemnie.

Jak wiązać fular?

Tradycyjny, często polecany sposób mocowania fularu bardzo przypomina klasyczny krawatowy four-in-hand. Różnica polega na tym, że w ostatniej fazie nie przekłada się końcówki przez pętlę ale wykłada ją wierzchem. Niestety, nawet normalnie zawiązany four-in-hand potrafi się czasami poluzować. W przypadku niezaciśniętego węzła fularu możemy mieć pewność, że do takiej sytuacji dojdzie najpóźniej po paru kwadransach – chyba, że zastygniemy w bezruchu. A poluzowany fular podchodzi do góry, nieestetycznie wystając ponad krawędź kołnierza koszuli i odsłaniając ciało. Wiem, że może to skutecznie zniechęcić do tej ozdoby – co to za frajda, jeśli trzeba co chwilę sprawdzać, czy wszystko jest na swoim miejscu? Znalazłem jednak vademecum na ten problem.

Zaczynamy od niesymetrycznego ułożenia ozdoby na szyi – jeden koniec ma być dłuższy o około 5-10 cm. Wiążemy klasyczny krawatowy four-in-hand. Następnie dłuższy koniec – odpowiednik cieńszego końca krawata przekładamy przez pętlę zaciągniętą wokół szyi i wykładamy na wierzch. Dociągamy węzeł, rozciągamy materiał na szerokość i gotowe. Efekt ten sam, a węzeł znacznie bardziej stabilny i bez tendencji do luzowania i wędrowania ku górze.

Fular
Krawatowy four-in-hand zawiązany…
fular
… a teraz dłuższy koniec wykładamy na wierzch.

Jak nosić fular?

Na początku przygody z fularem ozdoba ta może być trochę trudna. Zawiązany bezpośrednio na szyi sprawia, że początkowo czujemy jego obecność przez cały czas. Jeżeli dojdzie do tego obsesja poluzowanego fularu jego noszenie przestanie być komfortowe. Fularowi trzeba zaufać. Opisany powyżej węzeł sprawdza się, o ile nie będziemy się za bardzo wiercić i co 5 minut sprawdzać, czy wszystko jest na swoim miejscu. Fular potrzebuje spokoju.

W przypadku używania tej ozdoby bardzo ważne jest dobre dopasowanie kołnierzyka koszuli. Musi mieć właściwy rozmiar i nawet rozpięty musi leżeć blisko szyli. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której kołnierzyk odstaje tak, aby odsłaniać gołe ciało poniżej pętli. Wydaje mi się też, że lepiej sprawdzi się koszula z kołnierzykiem o standardowej lub wyższej stójce, niż niskiej.

Jaki fular wybrać?

Po pierwsze, podobnie jak w przypadku krawatów wybieramy materiały naturalne. Poliestrom i innym mikrofibrom mówimy stanowcze nie. Ponieważ źle wyglądają i bezpośrednio kontaktują się ze skórą. Poliester nie będzie czymś komfortowym, jedwab już tak. Jeśli stawiamy na jedwab – a to zdecydowanie najpopularniejszy materiał – wygrywa ten drukowany. Niestety nasz męski zarost potrafi szybko zdewastować delikatne tkaniny.

Po drugie, ważna jest szerokość. W ofercie większości sklepów dominują dość wąskie fulary. Nie przepadam za nimi, gdyż stosunkowo łatwo, przy niewielkim zbiegnięciu się tkaniny odsłania gołe ciało. Jeśli więc chcemy odpiąć więcej niż jeden guzik, to zdecydowanie wąski fular nie będzie właściwym wyborem. Ja preferuję szersze, kilkunasto-dwudziesto-centymetrowej szerokości. Lepiej się układają i wybaczają więcej błędów. Ich minusem jest to, iż przy wiązaniu powstaje nieco większy węzeł, ale nie jest to coś, co znacząco wpływa na komfort noszenia.

Czy fular pasuje każdemu?

Nie. Po pierwsze, jest to obecnie dość ekstrawagancki dodatek z którym dobrze czuć będą się tylko osoby pewne siebie. Noszenie fularu wymaga pewnej odwagi – nie ze względu na ryzyko ściągnięcia na siebie agresji osób trzecich, bo pod tym względem nie jest bardziej ryzykowny niż zwykły krawat. Raczej z tego powodu, że jest to na tyle egzotyczny dodatek, że często przyciąga zaintrygowane spojrzenia.

Po drugie, fular pasuje raczej osobom już trochę ustatkowanym. Zwykle po trzydziestce. Osiemnastolatek z taką ozdobą może wyglądać po prostu trochę pretensjonalnie (dla sprawiedliwości – są też stroje i dodatki idealne dla młodych a groteskowo wyglądające na tej starszej frakcji męskiej populacji).

Pożegnanie z tweedem…

Dzisiejsza stylizacja, zapowiedziana przy okazji wpisu Brown in town, to jednocześnie chyba już pożegnanie z tweedem w tym sezonie. Robi się coraz cieplej i czas na żywsze i lżejsze zestawy. A moja ulubiona tweedowa marynarka powędruje w między czasie do krawca na niewielką operację.

fular
Fular w zestawie z wcześniejszego wpisu “Brown in town

Koszula też już kiedyś zawitała na blogu. Tym razem trochę przez przypadek, ponieważ nie zgrałem logistycznie operacji prania z operacją sesja i ku swojemu zaskoczeniu stanąłem przed zaskakująco pustą szafą (bardziej kolorowe koszule były gotowe, wszystkie białe czekały w pralni…).

Tweedowa marynarka, jeansy, bordowy fular i Kangur
Tweedowa marynarka, jeansy, bordowy fular i Kangur
fular2
… i w innym ujęciu…

Tweed dobrze czuje się w towarzystwie jeansów. Tym razem poszetkę dobrałem kolorem właśnie do spodni. Nie kontrastuje może mocno z marynarką, ale w moim odczuciu dobrze spina kolorystycznie całość. Chociaż nie – na jednym ze zdjęć poszetka została wymieniona na lepiej korespondującą z elementem tła. Tak z przymrużeniem oka.

fular
A może poszetkę dobrać pod kolor drzwi?

 

Tym razem fular czerwony zamiast bordowego
Tym razem fular czerwony zamiast bordowego

 

A Wy? Lubicie fulary?

  • Wspaniały zestaw 🙂 myślę, że nie powstydziłby się go mister Polski 🙂 fular dodaje gracji i wyniosłości 🙂 zapraszam do siebie!

  • David

    Wszystko okej 😉 ale nie zgodzę się co do Twojego stwierdzenia dot. wieku. Sam mam 21 lat i nie wyobrażam sobie tygodnia bez tego dodatku.